Oficerska Spółdzielnia Mieszkaniowo-Budowlana „Sadyba”, założona w 1923 roku w Pałacu Saskim - ówczesnej siedzibie Sztabu Generalnego - była projektem, który dziś mógłby posłużyć za scenariusz serialu. Kilkudziesięciu oficerów, wielu z nich bliskich współpracowników Józefa Piłsudskiego, postanowiło zbudować willowe osiedle na obrzeżach stolicy, przy ulicach Morszyńskiej i Okrężnej. Pierwsze domy stanęły w 1925 roku. Rok później, 12 maja 1926 roku, gdy Piłsudski poprowadził oddziały na Warszawę, część sąsiadów z Sadyby znalazła się po różnych stronach historii. Jedni zrobili kariery, o jakich mogli tylko marzyć. Inni stracili wszystko - albo niemal wszystko.
Trzy dni, które zmieniły Polskę
Żeby zrozumieć, co stało się na Sadybie, trzeba wiedzieć, co stało się w Polsce. W połowie maja 1926 roku marszałek Józef Piłsudski - bohater walk o niepodległość, były Naczelnik Państwa, który od kilku lat odsunął się od władzy - wrócił zbrojnie. Na czele oddziałów wiernych sobie stanął na moście Poniatowskiego i zażądał dymisji rządu oraz prezydenta.
Walki w Warszawie trwały trzy dni: 12–15 maja 1926 roku. Zginęło łącznie około 380 osób, w tym żołnierze obu stron i cywile. Prezydent Stanisław Wojciechowski podał się do dymisji. Rząd legalnie wybrany przez Sejm upadł. Władzę przejął obóz Piłsudskiego, zwany odtąd sanacją. Nie był to tylko przewrót polityczny - był to też przewrót personalny w wojsku. Kto poparł Piłsudskiego, mógł liczyć na błyskawiczne awanse. Kto stanął po stronie konstytucji i legalnych władz - tracił stanowisko, a często i cały dorobek służby.
W ciągu trzech lat po zamachu z wojska odeszło niemal 2700 oficerów wyższych stopni. Liczba generałów spadła ze 129 do 81. Czystki były niemal mechaniczne: oficerów z tradycją legionową promowano, oficerów z armii zaborczych - ruskiej, austriackiej, pruskiej - odsuwano. Sadyba Oficerska była w miniaturze tym, czym była cała armia: skupiskiem karier, które maj 1926 roku przyspieszył – dla jednych, a złamał – dla drugich.
Ci, którzy wygrali
Gen. Tadeusz Piskor mieszkał w domu przy ul. Morszyńskiej 25. Był legionistą, bliskim współpracownikiem Piłsudskiego jeszcze z czasów Legionów i adiutantem Naczelnego Wodza podczas wojny z bolszewikami w 1920 roku. W maju 1926 roku, gdy walki toczone były kilka kilometrów od jego domu, Piskor - według przekazów - nie ruszył z miejsca. "Do swoich strzelać nie będę" - miał powiedzieć. Nie musiał. Jego wojsko, 28 Dywizja Piechoty, walczyło po stronie Marszałka, a on był wystarczająco blisko Piłsudskiego, żeby nikt nie miał wątpliwości, po której jest stronie.
Efekt był natychmiastowy. Dwa miesiące po zamachu - 28 czerwca 1926 roku - Piskor, wcześniej będący dowódcą 28 Dywizji Piechoty w Warszawie, został w nagrodę mianowany szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Był to szczytowy urząd wojskowy w Polsce po Naczelnym Wodzu. Kilka tygodni po nominacji, jak odnotowała ówczesna prasa, Piłsudski osobiście odwiedził go na Morszyńskiej na czarnej kawie. Wizyta u sąsiada była zarazem sygnałem dla całego wojska: ten człowiek cieszy się pełnym zaufaniem Marszałka. W 1928 roku Piskor awansował do stopnia generała dywizji. Szefem Sztabu Generalnego pozostał do 1931 roku.
Gen. Tadeusz Kasprzycki mieszkał przy ul. Morszyńskiej 27 - dosłownie kilkadziesiąt metrów od Piskora. On też należał do innej ligi piłsudczyków: Kasprzycki w 1914 roku dowodził Pierwszą Kompanią Kadrową Legionów, symbolicznym 'zaczątkiem' armii Piłsudskiego. Po zamachu majowym jego kariera nabrała tempa niemożliwego do wyobrażenia przed 1926 rokiem: W 1926 r. został szefem Biura Ścisłej Rady Wojennej, a już w marcu 1927 roku dowódcą 19 Dywizji Piechoty w Wilnie. W 1934 roku objął stanowisko wiceministra spraw wojskowych, a po śmierci Piłsudskiego w 1935 roku - stanowisko ministra. Funkcję tę sprawował aż do wybuchu II wojny, w 1939 roku podpisał układ wojskowy z Francją. Z domu przy Morszyńskiej jego droga prowadziła prosto na szczyt polskiej armii.
Gen. Kazimierz Fabrycy mieszkał w charakterystycznym bloku oficerskiego przy ul. Morszyńskiej 1-3-5-7 (również Powsińska 24 i 24a) - budynku, który spółdzielnia wystawiła w 1928 roku dla mniej zamożnych oficerów, ale który zamieszkała też część generałów. Fabrycy był założycielem Związku Walki Czynnej i legionistą Piłsudskiego od początku. Gdy w maju 1926 roku zdecydował się poprzeć zamachowców, nagroda przyszła szybko: w sierpniu 1926 roku mianowano go II wiceministrem spraw wojskowych. W 1930 roku awansował na generała dywizji, a potem na Inspektora Armii - jedno z najwyższych stanowisk w WP. Zanim nastąpił maj 1926, był generałem brygady - jednym spośród wielu.
Gen. Bronisław Regulski, kolejny mieszkaniec bloku oficerskiego przy Morszyńskiej i Powsińskiej, to przykład kariery, która rozwijała się powoli, ale konsekwentnie - tak jak sprzyjała temu sanacja. W sierpniu 1926 roku mianowano go szefem ważnego Oddziału IV Sztabu Generalnego. W 1934 roku objął stanowisko zastępcy I wiceministra spraw wojskowych. Awans na generała brygady przyszedł w 1936 roku - z pierwszą lokatą w korpusie generałów. Do 1939 roku pozostał jedną z kluczowych figur ministerstwa.
Gen. Józef Zając był współorganizatorem samej spółdzielni Sadyba i jako legionista od początku należał do obozu Piłsudskiego. W maju 1926 roku właśnie obejmował nowe stanowisko - dowódcy 23 Dywizji Piechoty w Katowicach - i kierował nią przez dekadę. Potem przyszły kolejne awanse: dowódca okręgu korpusu, Inspektor Obrony Powietrznej Państwa, a we wrześniu 1939 roku - Naczelny Dowódca Lotnictwa i Obrony Przeciwlotniczej. Dosłużył się stopnia generała dywizji.
Największą być może karierę po przewrocie majowym zrobił pewien przyszywany wojskowy, który kupił dom przy Okrężnej 22 - Józef Beck. Po maju 1926 roku stał się on jednym z najważniejszych ludzi u władzy w II Rzeczypospolitej. Wcześniej był jedynie attaché wojskowym przy polskich misjach dyplomatycznych w Paryżu i Brukseli w Paryżu szefem sztabu Grupy Operacyjnej Piłsudskiego. Dopiero w 1925 roku, po powrocie do kraju, ukończył Wyższą Szkołę Wojenną a niedługo potem został mianowany pułkownikiem dyplomowanym artylerii. Ranga ta nie mogła się jednak niczym równać z rangą jego przyszłych sąsiadów-generałów z Sadyby.
Tymczasem w 1926 r. Józef Beck otrzymał od marszałka eksponowane stanowisko szefa Gabinetu Ministra Spraw Wojskowych. W praktyce było to stanowisko najbliższego współpracownika w wojskowym aparacie Piłsudskiego. W kolejnych latach systematycznie wdrapywał się na szczyt hierarchii politycznej i dyplomatycznej. Najpierw został wicepremierem (1930). Później wiceministrem spraw zagranicznych (1930). Wreszcie od listopada 1932 r. pełnił funkcję ministra spraw zagranicznych. Urzędował w tym stanowisku aż do wybuchu wojny w 1939 r.
Największy przegrany
Dom przy ul. Okrężnej 34 stał przez lata z odpadającym tynkiem. Przez wiele lat nikt specjalnie nie pytał, dlaczego. Przed wojną należał do gen. bryg. Izydora Modelskiego - i w tej historii jest może najbardziej dramatyczna historia całej Sadyby Oficerskiej.
Modelski był oficerem II Brygady Legionów i żołnierzem armii gen. Hallera. W maju 1926 roku pełnił funkcję dowódcy 30. Pułku Piechoty stacjonującego w Cytadeli Warszawskiej - i właśnie ta jednostka znalazła się w samym centrum dramatu. 13 maja o godzinie 3.10, po kilku zaledwie godzinach walk, dowodzący wojskami rządowymi gen. Tadeusz Rozwadowski wydał Modelskiemu rozkaz: natrzeć wczesnym rankiem na pozycje „buntowników" przy pałacu Mostowskich i Głównej Komendzie Miasta, pojmać przywódców ruchu i nie oszczędzać ich życia. Rozkaz oznaczał jedno - zabić śpiącego w Komendzie Miasta Piłsudskiego.
Rozkaz nie został wykonany. Oddziały Modelskiego wypowiedziały mu posłuszeństwo i przeszły na stronę zamachowców. Rozkaz trafił prosto w ręce Piłsudskiego.
Dla Modelskiego skończyło się to natychmiastowym aresztem - przez własnych podkomendnych, którzy właśnie zmienili stronę. Gdy go uwolniono, scenariusz jego dalszej kariery był już przesądzony. Z dowódcy pułku w stołecznej Cytadeli stał się komendantem Powiatowej Komendy Uzupełnień w Łunińcu - prowincjonalnym miasteczku na Polesiu. W 1928 roku przeniesiono go w stan spoczynku.
W opozycji działał jako prezes Związku Hallerczyków, środowiska dawnych żołnierzy armii Hallera, traktowanego przez piłsudczyków z jawną pogardą. Gdy w 1939 roku wybuchła wojna, zabiegał u gen. Sikorskiego o przydział bojowy - bezskutecznie. Dopiero we Francji w 1940 roku znalazł miejsce w rządzie na uchodźstwie jako pomocnik ministra spraw wojskowych. Po wojnie wrócił do kraju. Komunistyczne władze wysłały go jako attaché wojskowego do Waszyngtonu - i tu historia Modelskiego skręca w kierunku, którego nie przewidziałby żaden scenarzysta: w 1948 roku poprosił o azyl w USA. Był najwyższym rangą wojskowym zbiegiem z Polski Ludowej.
Dom przy Okrężnej 34, z którego wyjechał, przejęło po wojnie państwo. Kilka lat temu, w 2017 roku, już w wolnej Polsce, trafił na przetarg i został sprzedany prywatnemu właścicielowi.
Ich kariery też się załamały
Gen. bryg. Tadeusz Malinowski (1888-1980), inny mieszkaniec Sadyby, mieszkał w tym samym bloku oficerskim co „zwycięzcy piłsudczycy”: gen. Kazimierz Fabrycy i gen. Bronisław Regulski. Podczas przewrotu majowego Malinowski, jako oficer związany z obozem gen. Józefa Hallera, znalazł się jednak po złej stronie i szybko został odstawiony na boczny tor. Już trzy miesiące po zamachu, z dniem 31 sierpnia 1926 roku został przeniesiony w stan spoczynku (na emeryturę), co było typowe dla wielu oficerów związanych z wcześniejszą ekipą rządzącą lub hallerczykami.
Jednym z założycieli Oficerskiej Spółdzielni „Sadyba”, przewodniczącym jej pierwszego Walnego Zebrania w 1924 r., i członkiem pierwszego zarządu, był gen. Edward Gabriel Hejdukiewicz. To kolejny wysoki rangą oficer, którego kariera załamała się po przewrocie majowym. Jeszcze w maju 1922 został zweryfikowany w stopniu generała brygady, a od marca 1923 do maja 1927 wchodził w skład Oficerskiego Trybunału Orzekającego. To wszystko skończyło się 30 kwietnia 1927 roku, kiedy został przeniesiony w stan spoczynku, na osłodę mianowany tytularnym generałem dywizji. Zmarł 1 stycznia 1932 daleko poza Warszawą.
Najdłużej karierą wojskową cieszył się gen. Jan Branicki, kolejny mieszkaniec bloku oficerskiego na Morszyńskiej i Powsińskiej (ten sam, któremu Sadyba zawdzięcza figurę Matki Boskiej w ogródku bloku od ul. Morszyńskiej). Oficer z armii rosyjskiej (nie legionista), po przewrocie majowym, 19 marca 1927 roku został wyznaczony na stanowisko dowódcy piechoty dywizyjnej 14 Wielkopolskiej Dywizji Piechoty w Poznaniu. Ale już z dniem 30 kwietnia 1928 roku przeniesiono go w stan spoczynku. Tym samym spotkał go typowy los nielegionowych oficerów po przewrocie.
Osiedle, które pamiętało
Dziś domy przy ul. Morszyńskiej i Okrężnej stoją spokojnie między drzewami. Wiele z nich zachowało oryginalną bryłę sprzed stu lat - skromne, ceglane lub kamienne, z czterospadowym dachem. Nie ma na nich tablic ani znaków historycznych. Sąsiedzi mijają się na wąskich uliczkach tak, jak niegdyś mijali się generałowie.
Ale w maju 1926 roku te domy były centrum polskiego dramatu. Po jednej stronie ulicy mieszkali ci, którzy właśnie zrobili kariery na przewrocie. Po drugiej - ci, którym przewrót kariery złamał. Wszyscy razem budowali osiedle i razem w nim mieszkali. Aż do chwili, gdy jeden z nich zapukał do drzwi Piskora, żeby zasiąść na czarnej kawie - i cały świat wiedział już, co ta wizyta znaczy.