Warszawska Sadyba. Willowa, zielona dzielnica z przedwojennym klimatem, znana bardziej z Jeziorka Czerniakowskiego niż z nocnych hałasów i dziesiątek aut blokujących uliczki. A jednak - portal Sadyba24.pl od lat opisuje walkę mieszkańców starej Sadyby z domami jednorodzinnymi zamienianymi w hostele pracownicze, z głośnym przykładem z ulicy Jodłowej na czele. Problem, który zaczynał się jako lokalny, trafił wreszcie na rządowy stół.
Jodłowa: 25 kierowców w jednym domu
Zaczęło się niepozornie. W okolicy Bożego Narodzenia - dwa lata przed opisaniem przez nas sprawy we wrześniu 2024 roku - z domu przy Jodłowej wyprowadziła się firma prowadząca tam dotychczas działalność biurową. Zmiana przyszła w styczniu następnego roku. Jednego dnia przyjechała bagażówka z łóżkami i materacami, a drugiego ponad 20 obcokrajowców. W budynku żadnego remontu nie było. Dom jednorodzinny stał się z dnia na dzień hostelem.
Lokatorzy mieli jedną wspólną cechę - byli kierowcami taksówek lub dostawcami jedzenia. Widać to było dobrze wokół obiektu: miejsca parkingowe przed domem i na uliczkach obok zajmowały samochody i skutery z logami firm taksówkowych lub dowozowych. Jeden z lokatorów przyznał sąsiadom, że w domu przebywa 25 osób - nieoficjalnie, zdaniem jednego z urzędników znających sprawę, było ich nawet 30. W pokojach stały piętrowe łóżka. Lokatorzy trzymali jedzenie na zewnętrznych parapetach, do późna w nocy głośno rozmawiali i grillowali na ogrodowym tarasie, szczelnie zastawiali samochodami lokalne uliczki.
Sąsiedzi przez wiele miesięcy pisali pisma - do nadzoru budowlanego, policji i straży miejskiej. W imieniu 54 mieszkańców z najbliższej okolicy wysłali pismo interwencyjne do nadzoru budowlanego, burmistrza Mokotowa i komendy policji Warszawa Wilanów. Skutek był minimalny. Dopiero wynajęty przez mieszkańców prawnik doprowadził sprawę do końca. Nielegalny hostel przestał istnieć.
Nielegalny biznes już nawet przy otwartej kurtynie
Jodłowa to nie jedyny adres. Nielegalne hostele robotnicze działają na starej Sadybie również przy Morszyńskiej, Muszyńskiej i na św. Bonifacego (koło cmentarza). Nasz portal znalazł w sieci jeszcze hostele na Zdrojowej, Koronowskiej, Okrężnej i Locci. Znalezienie ich nie jest łatwe - często ukrywają się pod różnymi nieoczywistymi hasłami: pokoje gościnne dla firm, kwatery pracownicze, noclegi pracownicze. Zwykle nie pojawia się słowo „hostel". Nierzadko ukrywają też swój dokładny adres.
Poza wieloma hostelami, które ukrywają swój prawdziwy charakter, ostatnio w sieci pojawiają się też pojedyncze jawne oferty kierowane do agencji pracy. Nasz portal opisał w lutym 2026 r. konkretny przypadek: trójpiętrowy bliźniak na warszawskiej Sadybie o powierzchni 250 m², oferowany firmom jako gotowy punkt noclegowy dla pracowników. Czynsz wynosił 1 500 zł netto na osobę miesięcznie - plus media. Właściciel co prawda zastrzegał, że nie wynajmuje pod hostel, ale oferował firmom pełne wsparcie w procesie zakwaterowania ludzi.
Samorządy biją na alarm od lat
Problem nie ogranicza się do Mokotowa. Marek Wójcik, sekretarz strony samorządowej Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, mówił ostatnio wprost:
„Są w Polsce miejscowości, są gminy, w których powstały wręcz osiedla zbudowane dokładnie po to, żeby osoby przyjeżdżające spoza kraju wegetowały w tych pomieszczeniach i to są z reguły domy jednorodzinne, albo budynki typu bliźniak, w którym mieszka kilkadziesiąt osób w urągających warunkach, bez szacunku dla przepisów sanitarnych i przeciwpożarowych."
Wójcik na posiedzeniu KWRiST 25 marca 2026 r. podkreślił pilność sprawy: „Ten problem musi się załatwić szybko, zanim dojdzie do tragedii." Dodał, że poprzednie odpowiedzi rządu były dla samorządów nie do zaakceptowania - odsyłały problem w bliżej nieokreśloną przyszłość.
Rząd w końcu z odpowiedzią
Na tym samym posiedzeniu Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, które odbyło się 25 marca 2026 r. w Warszawie, Ministerstwo Rozwoju i Technologii przedstawiło konkretną odpowiedź. Wiceminister Tomasz Lewandowski ogłosił, że przepisy są gotowe. Obejmują trzy obszary.
Po pierwsze - limit powierzchni. Jeśli właściciel chce przeznaczyć więcej niż 30% powierzchni mieszkalnej budynku jednorodzinnego na tzw. zamieszkanie okresowe (hotele pracownicze, kwatery zbiorowe), będzie musiał uzyskać decyzję o zmianie sposobu użytkowania budynku. Lewandowski powiedział wprost: „Jeżeli ktoś chce u siebie prowadzić taki hotel pracowniczy, musi wystąpić o zmianę sposobu użytkowania budynku."
Po drugie - realne kary. Użytkowanie bez wymaganej zgody ma być zagrożone karą do 10 tys. zł. Obecne sankcje - do 5 tys. zł - były dla właścicieli jedynie drobnym wydatkiem operacyjnym. Nowość polega na tym, że karę będzie można nakładać wielokrotnie - dopóki właściciel nie dostosuje się do prawa.
Po trzecie - ścieżka legislacyjna. Ministerstwo analizuje, czy projekt trafi do Sejmu jako inicjatywa rządowa czy poselska. Lewandowski wyjaśnił: „W tej chwili zastanawiamy się, jaką najszybszą ścieżką pójść: czy wnioskiem o wpis do wykazu prac rządu, czy czasem w porozumieniu z parlamentarzystami, którzy też o to zabiegają, tych przepisów nie wprowadzić do którejś z inicjatyw parlamentarnych."
Co dalej z prawem budowlanym?
Samorządy chcą więcej. Marek Wójcik zaapelował o przywrócenie przepisów Prawa budowlanego obowiązujących przed 2018 rokiem, które ograniczały możliwość wydzielania lokali w domach jednorodzinnych do maksymalnie dwóch. Dziś ograniczenia nie istnieją. Jak wskazał Wójcik: „Mamy dom jednorodzinny, w którym mamy 14 czy 18 lokali mieszkalnych. Z punktu widzenia funkcjonowania jednostek samorządu terytorialnego, infrastruktury komunalnej to jest coś, co się nie powinno zdarzyć."
Strona samorządowa zadeklarowała współpracę przy doprecyzowaniu przepisów. Formalnego druku sejmowego jeszcze nie ma - prace ministerialne trwają. Jedno jest pewne: tym razem rząd nie odesłał samorządów z kwitkiem.
