Ulica Orężna to jedna z najcenniejszych przedwojennych ulic Sadyby. Biegnie przez nią najdłuższy rząd latarni gazowych w dzielnicy. Rosną przy niej jesiony, których wiek przekracza sto lat. Kontrola dendrologów potwierdziła, że drzewa są w doskonałej kondycji – mimo upływu czasu i miejskiego zgiełku. Trwająca przebudowa miała ulicę zmienić na lepsze – z równymi chodnikami, jezdnią wyłożoną kostką brukową, zadbanymi chodnikami, większymi pasami zieleni. Miała.
Czwartek, godz. 9.02 rano - Mieszkanka Sadyby pisze do redakcji
W czwartek, kilka minut po 9 rano, do naszej redakcji napisała mieszkanka ulicy Orężnej, pani Mariola. Przedstawiła się z rozbrajającą szczerością: „Jestem czepliwą mieszkanką domu przy ulicy Orężnej na Sadybie". I od razu zaznaczyła, że kibicuje remontowi, który od kilku miesięcy toczy się przy tej ulicy. „Bardzo się cieszę z remontu ulicy" – napisała. Ale coś ją niepokoiło.
Zauważyła, że przy drzewach pojawiły się resztki podsypki betonowej, wrzucone przez pracowników podczas prac. Zamiast je usunąć – przykryto je świeżą ziemią. „Myślę, że jesionom może być trudno. W niektórych miejscach było tego bardzo dużo" – oceniła. Nie czekała biernie. Sama spędziła pół dnia przy jednym z drzew: „Ja sama spędziłam pół dnia, żeby pozbyć się resztek betonu z fragmentu przy naszym drzewie, bo Panowie na odwal się załadowali beton na ten mikro trawnik."
Beton pod cienką warstwą ziemi
Chwilę potem pani Marola napisała do nas ponownie, tym razem opisując problem bardziej precyzyjnie. Na powierzchni klombów leżał ścięty beton z piaskiem budowlanym. Na to nałożono zaledwie dziesięć centymetrów czarnej ziemi. „To będzie miało efekt tylko wizualny i chwilowy" – napisała.
Dostrzegła też, że pracownicy co prawda usuwają kamyki z pustych przestrzeni klombów, ale jej zdaniem to za mało. „Obawiamy się, że to za mało i zbyt płytka ingerencja, by nazwać to rewitalizacją" – stwierdziła wprost. Dodała gorzko: „O przyjęciu się nowych nasadzeń raczej nie ma mowy przy podsypce czarnej ziemi na głębokości 10 cm."
Wskazała też konkretne miejsce, gdzie sytuacja była najpoważniejsza: „Najgorzej jest od strony kładki, ale już są przykryte ziemią." To zdanie brzmiało jak wyścig z czasem.
Na koniec przyznała, że żałuje, iż nie zareagowała wcześniej. „Myślałam, że z klombów zostanie usunięta cała ta skorupa i dopiero zostanie wrzucona tam przynajmniej 0,5 do 1 metra ziemi w głąb" – napisała.
Czwartek, godz. 9.12 - redakcja pisze do urzędów
Nasza redakcja po kilku minutach od zgłoszenia przekazała je do konserwatorów zabytków (wojewódzkiego i stołecznego) oraz do urzędu dzielnicy Mokotów – zleceniodawcy remontu. Za każdym razem prosiliśmy o natychmiastową reakcję. Stawka była wysoka. Pokrycie strefy korzeniowej stuletniego drzewa betonem ogranicza bowiem dostęp powietrza i wody, co może skutkować jego stopniowym obumieraniem. Proces ten nie zawsze da się odwrócić.
Pytanie brzmiało prosto: czy urząd może jeszcze tego samego dnia wysłać kogoś na kontrolę?
Piątek, godz. 8.26 - Dzielnica reaguje błyskawicznie
Odpowiedź przyszła szybko. Dziś po 8.00 rano, czyli mniej niż 24 godziny od zgłoszenia, rzecznik prasowy dzielnicy Mokotów Tomasz Keller poinformował nas, że wydział ochrony środowiska przeprowadził kontrolę jeszcze tego samego dnia, czyli w czwartek.
„W oględzinach uczestniczyli pracownicy WOŚ oraz kierownik robót i inżynier budowy. Wspólnie dokonano odkrywek glebowych i przeglądu terenu. Wskazaliśmy na konieczność poprawek prac" – napisał Keller.
Przedstawiciel dzielnicy dokładnie wyjaśnił, co odkryto podczas wizji lokalnej. „W wyniku odkrywek stwierdzono, że teren był oczyszczony w stopniu niewystarczającym, a gleba nie została spulchniona przed rozłożeniem ziemi żyznej. Dodatkowo zwrócono uwagę na niewłaściwy profil ułożenia gleby” – potwierdził przypuszczenia mieszkanki rzecznik dzielnicy.
Wszystkie uwagi i wytyczne zostały przekazane kierownikowi robót, a pracownicy firmy zobowiązali się do poprawienia wykonanych prac.
Sto lat historii w korzeniach
Jesiony przy Orężnej (133 z 212 to jesiony pensylwańskie) to nie są zwykłe miejskie drzewa. Rosną tu od czasów przedwojennych – podobnie jak bruk, latarnie gazowe i sama ulica. Dendrolodzy, którzy badali je przed remontem, uznali je za okazy w znakomitej kondycji. Z 212 drzew drobiazgowo zinwentaryzowanych przez projektanta, do wycięcia przeznaczono tylko trzy. Autorka projektu zachowania zieleni, Zuzanna Wiśniewska z SGGW, oceniała, że są to drzewa o wysokich walorach przyrodniczych i kulturowych
Projekt przebudowy ulicy zakładał szczególną ochronę jesionów. Konserwator zabytków, który odpowiada również za zabytkowy układ zieleni na terenie starej Sadyby, nie tylko zalecił utrzymanie istniejących systemów korzeniowych, ale też dostosowanie do nich chodników i innych elementów infrastruktury.
Wrażliwość projektanta na zachowanie istniejących systemów korzeniowych mogła budzić podziw. „W niektórych i uzasadnionych przypadkach konieczne będzie pozostawienie wrośniętych krawężników czy ich fragmentów, gdyż ich usunięcie mogłoby spowodować radykalne zmiany oraz uszkodzenia korzeni drzew” - czytamy w projekcie zieleni.
I jeszcze: „Dodatkowo w trakcie wizji lokalnej zaobserwowano, że duża część starszych egzemplarzy ma wyniesioną ponad poziom terenu bryłę korzeniową oraz poszerzoną podstawę pnia z widocznymi korzeniami głównymi. (…) W trakcie realizacji prac, po wytyczeniu dokładnego położenia krawężników, należy podjąć decyzję, czy zwykłe krawężniki nie uszkodzą korzeni i ewentualnie zastosować krawężniki punktowe/obrzeża nie wymagające korytowania, bądź podcięcie krawężników lub zastosować inne rozwiązania umożliwiające nie ingerowanie w system korzeniowy drzewa.”
Interwencje mają sens
Sprawa pokazuje, jak ważna jest czujność lokalnej społeczności. Jeden niedbały etap prac mógł zniweczyć to, co natura i przypadek chroniły przez ponad wiek. Urzędnicy reagują – ale często dopiero wtedy, gdy ktoś pierwszy podniesie alarm.