W lutym mija rok od hucznego otwarcia dzielnicowego Centrum Edukacyjno-Rekreacyjnego (CER) przy ul. Jeziornej 4. Obiekt, który został gruntownie wyremontowany dzięki głosom mieszkańców w ramach projektu „Jeziorko Czerniakowskie - wspólnie zadbajmy o jego otoczenie”, miał być nowoczesną bazą edukacji ekologicznej i integracji sąsiedzkiej. Zgodnie z pierwotnymi założeniami, dawna „WOPR-ówka” miała stać się otwartym miejscem spotkań, łączącym funkcje dydaktyczne „propagowania idei ochrony przyrody (wystawy, lekcje przyrody, spotkania edukacyjne itp.)” z oddolnymi inicjatywami lokalnej społeczności.
Po dwunastu miesiącach regularnej pracy sprawdzamy, w jakim stopniu udało się zrealizować te cele i jak placówka wypada w oczach osób, które bywają w niej najczęściej.
Unikalne położenie i komfortowe warunki
Większość użytkowniczek zgodnie wymienia architekturę i bliskość natury jako największe atuty ośrodka, które przekładają się na wysoką jakość prowadzonych tam warsztatów. Agata Chmielewska, która od chwili otwarcia przychodzi na zajęcia w budynku regularnie, średnio dwa razy w miesiącu, podkreśla kojący wpływ otoczenia: „Widok na jeziorko i plażę jest dla mnie sam w sobie oddechem i spokojem, to jak medytacja sama w sobie”. Podobnego zdania jest Renata Piasecka, która zauważa, że „miejsce jest bardzo ładnie położone, z widokiem na Jeziorko, i to jest bardzo miłe”.
Oprócz walorów wizualnych, uczestniczki doceniają standard techniczny budynku. Agata Chmielewska zaznacza: „Sala jest dobrze przygotowana do prowadzenia zajęć i ma fajną, komfortową atmosferę. Jest czysta, zadbana i ciepła”. Z kolei Marta Marks, współzałożycielka stowarzyszenia Kobieca Strona Sadyby, która od lat realizuje lokalne projekty społeczne – zgadzając się z poprzedniczką, podkreśla profesjonalne warunki do pracy z grupami: „Ważna jest możliwość prowadzenia zajęć w warunkach, w których nikt z zewnątrz nie wchodzi do sali i nie przeszkadza – przy zajęciach psychoedukacyjnych i relaksacyjnych ma to duże znaczenie”.
Magdalena Frączak-Horoszkiewicz, prowadząca grupowe zajęcia ze śpiewu, zwraca uwagę na bardzo praktyczny aspekt CER-u: „Od kiedy zamknięto pobliski MMS (międzypokoleniowe miejsce spotkań na Skwerze Ormiańskim – przyp. red.), a potem zmieniono jego profil, tak naprawdę CER jest jedynym miejscem na Sadybie, gdzie możemy się spotykać i wspólnie śpiewać”.
Biurowy chłód
Choć sam budynek jest atrakcyjnie położony, wnętrza CER budzą pewne zastrzeżenia uczestników, którym brakuje w nich „duszy”. Surowy, biurowy wystrój nie wszystkim odpowiada. „To taka surowa sala jak w szkole - funkcjonalna, ale mało przytulna. Przydałoby się więcej ciepła” – ocenia pani Magdalena.
Renata Piasecka zwraca uwagę na nie najlepszą akustykę: „Pusta przestrzeń powoduje duży pogłos i męczącą akustykę tego wnętrza”. Proponuje ocieplenie sali poprzez wprowadzenie kolorowych dodatków, poduszek czy żywych kwiatów.
Organizatorki, jak Marta Marks, i uczestniczki jak Agata Chmielewska, wskazują również na potrzebę zmiany oświetlenia. „Przydałoby się cieplejsze, bardziej przytulne światło – przy zajęciach relaksacyjnych pomagamy sobie własnym oświetleniem i gasimy górne lampy” – wyjaśnia pani Marta.
Gospodarz czy strażnik kluczy?
Najwięcej kontrowersji wzbudza kwestia atmosfery i podejścia do użytkowników. Z jednej strony organizatorki i uczestniczki chwalą ośrodek za to, że tamtejsza obsługa techniczna jest sprawna i pomocna. - Doceniam pomocność i życzliwość jednego z panów pilnujących obiektu. Zawsze nam pomaga uporządkować salę po zajęciach, zawsze przyniesie dodatkowe krzesła czy stoły – chwali Marta Marks. Podobne wrażenie ma Magdalena Frączak-Horoszkiewicz: „Zespół jest niezwykle sympatyczny i pomocny. Zawsze jesteśmy serdecznie witani i żegnani. Zdarza się nawet, że gdy któryś z utworów szczególnie im się spodoba, przychodzą i mówią, że było świetnie — to naprawdę budujące.”
Pomoc w przygotowaniu sali to duże wparcie dla organizatorów zajęć. Uczestnicy narzekają jednak, że czują się tam raczej jak petenci niż zaproszeni goście. Problemem jest między innymi sztywne trzymanie się godzin pracy. Jedna z uczestniczek, która prosiła o zachowanie anonimowości, wspomina sytuacje, gdy obsługa wchodziła do sali na 15 minut przed końcem zajęć, komunikując: „zamykamy o 19:00”.
„Niestety, wychodzi się na gwizdek, w okropnym pośpiechu” – potwierdza Agata Chmielewska. Marta Marks, patrząc z perspektywy organizatorki, zgadza się, że szczególnie przy projektach senioralnych dużym ułatwieniem byłoby kilka minut po zajęciach na spokojne ubranie się i uporządkowanie sali bez poganiania.
Kolejna organizatorka zajęć w CER zwraca z kolei uwagę na ton komunikacji. – W zajęciach psychologicznych, choćby takich jak joga twarzy, które mają za zadanie otworzyć duszę, chodzi o to, by osiągnąć radosną atmosferę, zbudować poczucie, że uczestnicy są zaopiekowani. Wtedy taki twardy komunikat od obsługi o zamknięciu sali potrafi to poczucie skutecznie zburzyć. A przecież nigdy nie było tak, że ktoś przeciągał zajęcia na pół godziny czy na godzinę – zauważa.
Dla Aleksandry Karkowskiej kluczowym problemem jest brak realnego gospodarza miejsca, który brałby za nie odpowiedzialność. „Tu nie ma gospodyni, która rozmawia z ludźmi, a potem idzie do szefa i mówi: słuchajcie, spróbujmy zrobić to tak i tak” – tłumaczy. Wtóruje jej jedna z regularnych uczestniczek zajęć, która woli pozostać anonimowa. Porównuje ona atmosferę w CER do sztywnych reguł panujących na basenach: „To jest taka funkcja basenu – wpuszczalnia i wypuszczalnia. No i właśnie: gdzie pani tam idzie, jak tutaj ma pani wejść. Czuć, że OSiR nie ma w swoich zadaniach czy aspiracjach, żeby to był taki MAL (Miejsce Aktywności Lokalnej – przyp. red.)”.
Karkowska pytana przez nas, czy spotkała takiego typu gospodarza w innych miejskich placówkach, potwierdza, natychmiast podając przykład prowadzącej punkt biblioteczny na pobliskim Skwerze Ormiańskim. „Pani Kasia w bibliotece jest odpowiedzialna nie tylko za otwieranie i zamykanie drzwi, i za sprawdzanie, czy jest czysto. Jest przede wszystkim odpowiedzialna za program i za integrację. To ona zamawia książki, bo słucha osób, które do niej przychodzą, pyta je, co by poczytali i co lubią. Wiem, że role punktu bibliotecznego i centrum edukacyjno-rekreacyjnego są różne, ale przecież obie te placówki są zarządzane przez ten sam urząd dzielnicy. To pokazuje, że urzędowy właściciel i posiadanie realnego gospodarza obiektu nie wykluczają się.”
Bariery komunikacyjne i systemowe
Dla wielu mieszkańców CER pozostaje miejscem nieco tajemniczym. „Wydaje mi się, że przestrzeń ma fajny potencjał, ale ciągle za mało osób wie o możliwościach korzystania z tego miejsca” – twierdzi Agata Chmielewska. Podobnie sądzi Marta Marks. „Mam wrażenie, że wciąż mało osób wie o tym miejscu i o zasadach jego działania – na przykład o tym, że można tu zarezerwować przestrzeń i organizować własne wydarzenia” – mówi. Aleksandra Karkowska zauważa: „Gdyby zapytać przeciętnego sąsiada z ulicy, to niekoniecznie będzie wiedział, czy tam w ogóle można wejść”. Jej zdaniem, do takiego wrażenia przyczyniają się stale zamknięte drzwi do obiektu i folia, którą są oklejone, a przez którą nie widać, co dzieje się w środku i czy obiekt jest w ogóle czynny.
Renata Piasecka zwraca z kolei uwagę na słabą promocję wydarzeń, które odbywają się w CER. „Potrzebna jest dodatkowa powierzchnia przed budynkiem CER na ogłoszenia i plakaty o wydarzeniach w CER i innych miejscach na Sadybie” - proponuje. „Pomocne na pewno byłoby, gdyby prowadzący mogli w widocznym miejscu wieszać plakaty o swoich zajęciach” – potwierdza Marks.
Procedura rezerwacji sali również nie należy do najprostszych. Jedna z organizatorek zajęć krytykuje obecny system mailowy: „To nie jest prosty telefon. Trzeba wysłać mail, a potem możesz dostać odpowiedź za trzy dni”. Takie opóźnienia zniechęcają organizatorów, którzy często wolą przenieść swoje wydarzenia do lokalnego punktu bibliotecznego na Skwerze Ormiańskim, gdzie komunikacja jest błyskawiczna i bardziej „partnerska”.
Aleksandra Karkowska zwraca z kolei uwagę na niewykorzystany potencjał udostępniania przestrzeni bez konieczności robienia wielkich wydarzeń. „Grzech z tego miejsca nie korzystać. Nawet gdyby tam było kilka planszówek, półka z książkami na wymiankę sąsiedzką, kilka foteli i czajnik, z którego można zrobić herbatę. To nie są wielkie koszty, to tylko kwestia wpuszczenia ludzi i udostępnienia im tego miejsca”.
Magdalena Frączak-Horoszkiewicz przytakuje. „Marzyłoby mi się, żeby CER był bardziej ogólnodostępny — trochę na wzór dawnego MMS-u. Tam zawsze ktoś był na miejscu, budynek był otwarty, ludzie po prostu przychodzili. Fajnie byłoby, gdyby i tu można było wpaść, usiąść, napić się kawy czy herbaty — bez rozbudowanej gastronomii, bo to wymaga zaplecza, ale z myślą o zwykłym byciu razem.”
Kuchnia jako pole bitwy o herbatę
Dostęp do zaplecza kuchennego był kolejnym punktem zapalnym w minionym roku. Na początku działalności kuchnia bywała zamknięta na klucz, a uczestnicy nie mogli korzystać z czajnika. „Na początku musieliśmy przynosić swój czajnik, bo tego, który jest, nie wolno było używać” – relacjonuje jedna z organizatorek zajęć.
Renata Piasecka zauważa jednak pozytywną zmianę: „Bardzo cieszy nas to, że kuchnia jest już teraz dostępna dla uczestników spotkań. Mamy też szafkę do dyspozycji uczestników warsztatów w głównej salce”. „Mamy swoją szufladę - z kubkami, łyżeczkami i innymi drobiazgami. To może detal, ale bardzo ułatwia funkcjonowanie" – potwierdza Magdalena Frączak-Horoszkiewicz. – „Ta zmiana nastąpiła na początku roku szkolnego i zdecydowanie działa na plus” – dodaje.
Mimo to, wciąż zdarzają się prośby ze strony zarządcy (OSiR), aby nie używać kubków ceramicznych, co wspomniana organizatorka zajęć kwituje jako działanie „kompletnie nieekologiczne”, zmuszające do używania jednorazowych kubków papierowych.
Perspektywa administratora: my tylko realizujemy wolę mieszkańców
O ustosunkowanie się do ocen użytkowników poprosiliśmy administratora obiektu – Ośrodek Sportu i Rekreacji m.st. Warszawy w Dzielnicy Mokotów. Mariusz Czapla, p.o. Zastępca Dyrektora OSiR Mokotów, podkreśla, że jednostka nie dokonuje subiektywnych ocen realizacji projektów z budżetu obywatelskiego, gdyż sam budynek jest jedynie efektem woli mieszkańców wyrażonej w głosowaniu nad projektem „Jeziorko Czerniakowskie – wspólnie zadbajmy o jego otoczenie”.
Dyrektor ośrodka nie ocenił więc stopnia wypełnienia sali w ciągu miesiąca, ani tego, na ile ośrodek spełnia pierwotne założenia (miał łączyć funkcje dydaktyczne „propagowania idei ochrony przyrody - wystawy, lekcje przyrody, spotkania edukacyjne itp.” - z oddolnymi inicjatywami lokalnej społeczności). Dyrektor nie odpowiedział również na pytanie, czy OSiR bierze pod uwagę współpracę ze szkołami w kontekście organizowania zajęć dla uczniów w CER.
W kwestii dostępności obiektu, dyrekcja zapewnia o swojej otwartości. „OSiR Mokotów jest otwarty na udostępnianie sal w CER, zarówno mieszkańcom, jak i szkołom” – deklaruje Mariusz Czapla. Co istotne dla osób liczących na ewolucję miejsca w stronę bardziej kawiarnianą, administrator ucina spekulacje. Mówi: „Na ten moment nie jest planowana zmiana formuły funkcjonowania CER, również po realizacji budowy tarasu” (ten ma powstać w tym roku na poziomie pierwszego piętra, od strony Jeziorka Czerniakowskiego). Zdaniem OSiR, potrzeby gastronomiczne okolicy są już zaspokojone przez wydzierżawiony obok działki obiekt małej gastronomii, który „w pełni zaspokaja potrzeby mieszkańców i funkcjonuje w okresach, kiedy popyt jest największy”.
Marek Maliszewski, pomysłodawca przebudowy budynku przy Jeziornej 4, który zgłosił ten projekt do budżetu obywatelskiego, zgodził się porozmawiać z nami dopiero po powrocie do Warszawy za kilka tygodni.
Czekamy na kolejne opinie organizatorów i użytkowników CER. Prosimy o przesyłanie swoich ocen, doświadczeń, ale też pomysłów na rozwój ośrodka, na adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..
