Portal Sadyba24.pl od tygodni śledzi sprawę nielegalnych graffiti na ulicy Powsińskiej na Sadybie – mamy pierwsze konkretne efekty zgłoszeń i rozmów z właścicielami oraz administratorami.
Kiedy w marcu 2026 roku opublikowaliśmy dokumentację fotograficzną pokazującą skokowy przyrost bohomazów wzdłuż Powsińskiej, reakcja była wyraźna – ale przede wszystkim wśród mieszkańców. Właściciele nieruchomości i administratorzy budynków reagowali ostrożniej. Teraz, półtora miesiąca po tamtej publikacji, widzimy pierwsze efekty – i pierwszą zamalowaną ścianę. To dobry sygnał, choć droga do czystej Powsińskiej jest jeszcze długa.
Kamienica przy Goraszewskiej: zrobione
19 kwietnia, w niedzielę, właścicielka kamienicy na rogu Powsińskiej i Goraszewskiej zamalowała dwa duże bohomazy szpecące elewację. Nie było to łatwe zadanie logistycznie – trzeba było dobrać odpowiednią farbę i znaleźć wykonawcę. Właścicielka od pierwszego kontaktu z redakcją (14 marca) deklarowała dobrą wolę: „Mam monitoring, ale zgłoszenie dostałam za późno. Już malujemy” – pisała. Kilka dni później: „Farbę już mam, już się dzieje!” Minął ponad miesiąc, ale słowa dotrzymała.
Panton farby nie pasuje do reszty elewacji – różnica odcienia jest widoczna. Ale kierunek jest właściwy i działanie zostało podjęte. Na Powsińskiej to jak dotąd jedyne miejsce, gdzie bohomazy rzeczywiście zniknęły. I jedyne, gdzie prywatny właściciel zadziałał samodzielnie, bez żadnego wsparcia ani przymusu.
Infolinia 19115: zgłoszenia przyjęte, ale cisza na ścianach
29 marca nasza redakcja zgłosiła przez miejską infolinię 19115 dwa obiekty: bohomazy na kładce dla pieszych przy skrzyżowaniu Powsińskiej i Zielonej oraz na elewacji kamienicy przy Powsińskiej 36. Odpowiedzi przyszły sprawnie – tego samego dnia i kilka dni później. Kładka: „Zgłoszenie zostało przekazane służbom miejskim. Zlecenia dotyczące czyszczenia obiektów będą sukcesywnie realizowane”. Kamienica: „Szkoda zgłoszona do ubezpieczyciela. Graffiti będzie usunięte”.
Minęły już ponad trzy tygodnie. Na żadnej z tych powierzchni nie widać zmian. To ilustruje znany problem: miasto ma program antygraffiti, ale od zgłoszenia do faktycznego działania mijają tygodnie, a bywa że miesiące. Co ważne: dotyczy to wyłącznie obiektów miejskich. Tam, gdzie budynek należy do prywatnego właściciela lub spółdzielni – miasto nie ma prawnych możliwości interwencji. Ciężar i koszty spoczywają wyłącznie na właścicielu lub zarządcy.
Spółdzielnia Energetyka: świadomość jest, konkretów brak
Trzy bloki spółdzielni Energetyka – przy Powsińskiej 25, 38 i 40 – są pokryte rozbudowanymi bohomazami. Nasza redakcja zapytała administrację, kiedy planuje zamalowanie napisów i czy jest gotowa do współpracy w ramach grupy właścicieli i administratorów budynków.
Odpowiedź administratora Pawła Gozdy z MSM Energetyka jest wyważona, ale mało konkretna. Spółdzielnia potwierdza znajomość problemu i deklaruje ogólną gotowość do działania: „W przypadku stwierdzenia zniszczeń elewacji Spółdzielnia podejmuje działania polegające na ich usunięciu – w szczególności poprzez oczyszczenie powierzchni lub odmalowanie”. Co do terminu: napisy „będą sukcesywnie usuwane w ramach bieżących prac konserwacyjnych”. Żadnej konkretnej daty ani planu.
Pozytywna wiadomość jest jednak taka, że spółdzielnia wyraziła zainteresowanie dołączeniem do planowanej grupy roboczej: „Po zapoznaniu się z jej formułą oraz zasadami funkcjonowania rozważymy możliwość udziału przedstawiciela Spółdzielni”. To otwarcie na współpracę, które może zaowocować szybszą wymianą informacji o nowych dewastacjach.
Dzielnica Mokotów: dotacje dla zabytków i deklaracja współpracy
Urząd Dzielnicy Mokotów przypomniał o programie dotacji na usuwanie graffiti z budynków wpisanych do gminnej ewidencji zabytków (GEZ). Na starej Sadybie takich nieruchomości jest ponad 200 – jak pisaliśmy w maju 2025 roku, właściciele zabytkowych kamienic mogą ubiegać się o dofinansowanie przez cały rok. Warto wiedzieć, że usuwanie graffiti z zabytkowych elewacji bywa kosztowniejsze niż ze zwykłych i wymaga niekiedy uzgodnień konserwatorskich.
Rzecznik prasowy dzielnicy Tomasz Keller zadeklarował też chęć włączenia się urzędu w lokalne inicjatywy: „Jako urząd jesteśmy otwarci na propozycje wspólnych działań, które będą eliminować pojawianie się bazgrołów z przestrzeni miejskiej”. To konkretna deklaracja, choć bez wymienionych działań.
Dlaczego właściciele zwlekają? Koszty, anonimowość, bezsilność
Warto zrozumieć, dlaczego właściciele i administratorzy nie zawsze reagują natychmiast. Powodów jest kilka. Po pierwsze – koszty. Profesjonalne usunięcie graffiti z elewacji to wydatek od kilkudziesięciu do ponad stu złotych za metr kwadratowy, a w przypadku obiektów zabytkowych – znacznie więcej. Po drugie – brak monitoringu lub jego niewystarczający zasięg. Sprawcy działają nocą, w miejscach pozornie martwych dla kamer. Wykrywalność jest zatrważająco niska.
Po trzecie – i to chyba najważniejsze – zamalowanie ściany nie rozwiązuje problemu. Jeśli ten sam graficiarz pojawi się w tym samym miejscu za kilka tygodni, właściciel staje przed wyborem: malować ponownie, za własne pieniądze, bez żadnej gwarancji. W takim systemie wiele osób wybiera bierność – nie z obojętności, ale z racjonalnego rachunku kosztów i korzyści.
Prawo do zmiany: inicjatywa w Senacie, ale przepisy dopiero w drodze
Opisany problem – brak narzędzi prawnych po stronie samorządów do usuwania graffiti z nieruchomości prywatnych – jest dostrzegany na poziomie ogólnopolskim. 18 lutego 2026 roku w Senacie RP powołano parlamentarny zespół ds. przeciwdziałania wandalizmowi, z inicjatywy senator Moniki Piątkowskiej. Zapowiedziano, że w marcu do Sejmu trafi projekt ustawy dającej samorządom możliwość usuwania nielegalnych malowideł z budynków – także prywatnych – nawet bez zgody właściciela, jeśli przemawia za tym interes publiczny. Gminy miałyby następnie dochodzić zwrotu kosztów od sprawców.
Projekt budzi kontrowersje: część samorządowców pyta, dlaczego publiczne pieniądze miałyby trafiać na remonty prywatnych kamienic. Niezależnie od tych wątpliwości, obecny stan prawny jest jasny: samorząd nie może legalnie wydać grosza na nieruchomość, której nie jest właścicielem. Dopóki ta bariera nie zostanie usunięta, ciężar – i koszty – spoczywają wyłącznie na właścicielach.
Co dalej? Czekamy na kolejne zamalowania
Sadyba24.pl będzie dalej monitorować sytuację na Powsińskiej i Goraszewskiej. Będziemy pytać spółdzielnię Energetyka o postęp prac konserwacyjnych, śledzić, czy miasto faktycznie wywiąże się ze swoich deklaracji wobec kładki i Powsińskiej 36, oraz informować o ewentualnym wejściu w życie przepisów dających samorządom nowe narzędzia w walce z wandalizmem.
Na razie mamy jeden sukces: kamienica przy Goraszewskiej ma czystą ścianę. To dobry początek. Reszta Powsińskiej czeka.
